Get Adobe Flash player
Strona SPRS » historia » kroniki » Podziemne radio "S" we Wrocławiu. Wypowiedź Kornela Morawieckiego (kwiecień 2007).
Podziemne radio "S" we Wrocławiu. Wypowiedź Kornela Morawieckiego (kwiecień 2007).

Podziemne radio "S" we Wrocławiu. Wypowiedź Kornela Morawieckiego (kwiecień 2007).

Kornel Morawiecki

Mam mówić o radiu we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. W pewnym sensie byliśmy pierwsi, nawet przed państwem w Warszawie, bo próby organizacji nasłuchów czy nadawania na falach krótkich przeprowadziliśmy tuż po wprowadzeniu stanu wojennego - w styczniu, potem w lutym. Te pierwsze próby były przeprowadzane na antenach specjalnie montowanych na Politechnice Wrocławskiej pokrytej blaszanym dachem, który stanowił konstrukcję odbicia antenowego. Dzięki temu antena nie musiała być długa. Te próby się udały - to co nadawaliśmy było odbierane w Anglii. Jednak to nie było radio służące do przekazu informacji propagandowej, masowej, tylko do komunikowania się między poszczególnymi ośrodkami oporu w Polsce. Działały wtedy regionalne komitety strajkowe. Szefem RKS-u we Wrocławiu był Władysław Frasyniuk, a ja byłem odpowiedzialny za informację.

Podejmowaliśmy również tego rodzaju próby - ale ze słabym rezultatem - na falach ultrakrótkich. Były to jednak próby lokalne - nie wychodziliśmy nawet z ulotkami, żeby powiadamiać o tym mieszkańców. Pierwsza poważna audycja - już Radia „Solidarność Walcząca" - odbyła się w czerwcu 1982 r.

Próbowaliśmy również jakichś konstrukcji mających służyć łączności satelitarnej - dzisiaj już nam trudno do tego dojść. Myśleliśmy, że będzie to łączność poprzez satelitę OSCAR, możliwość porozumiewania się z zagranicą. Nie do końca to się udało, ale ślady tej historii można znaleźć w książce „Victory" napisanej przez amerykańskiego autora na temat ówczesnych powiązań między Ameryką i podziemną „Solidarnością".

Trudno mówić o wszystkich, ale chciałbym wymienić Jacka Lipińskiego, pracownika telewizji, który bardzo dużo pracy włożył w budowę nadajników i urządzeń nasłuchowych, a także w organizowanie całego zaplecza technicznego dla naszego radia.

Pierwsze audycje, podobne do nadawanych przez kolegów w Warszawie, jednak w mniejszym zasięgu - na nadajnikach mniejszej mocy robionych przez nas samych w Politechnice Wrocławskiej - były emitowane w czerwcu - jeszcze przed manifestacją związaną z rocznicą „Sierpnia 80", która odbyła się 31 sierpnia 1982 r. - a następne w lipcu. Potem zaczęły się też konkurencyjne emisje Radia „Solidarność".

Nasze pierwsze próby przeprowadzaliśmy na nadajnikach nadających na częstotliwościach, na których nie było emisji oficjalnego radia. Zawiadamialiśmy o audycjach ulotkami, kanałami kolportażu prasy podziemnej i „pocztą pantoflową".

Te równoległe audycje - później nadajniki radia RKS-u były silniejsze - trwały nieprzerwanie do aresztowania Józefa Piniora w kwietniu 1983 r. Wtedy we Wrocławiu przeżywano dramatyczne wydarzenia - aresztowanie kolejnych przywódców podziemia, najpierw Władka Frasyniuka, potem Piotra Bednarza i następnie Józka Piniora. Od października 1982 r. do kwietnia 1983 r. następowały fale aresztowań bardzo poważnie uderzających w opozycję solidarnościową we Wrocławiu. W tym samym czasie coraz bardziej się rozwijała i krzepła organizacja „Solidarność Walcząca", którą założyliśmy z kolegami. Wreszcie na przełomie lat 1983-1984 zaczęliśmy przeprowadzać pierwsze próby nadajników na częstotliwościach zajętych. Koncepcja polegała na tym, że ponieważ główne radiostacje rządowe były umieszczone na Ślęży, około 40 km od granic Wrocławia, to - uwzględniając kwadrat odległości moc była 1000 razy mniejsza - pokonywaliśmy je na odległości 1 km. Odległość 1 km była spora - biorąc pod uwagę zabudowę miast, to jest dużo. Mogliśmy z nimi konkurować częstotliwością tych audycji i mocą nadajników. Ster nadawania i organizowania grup nadawczych przejął pan Jan Klusiński, który jest tu z nami. Zasięgiem naszych nadajników zaczęliśmy wtedy pokrywać dużą część Wrocławia, a nawet odpowiednio sytuować się w stosunku do punktów pelengacyjnych.

Przywiozłem ze sobą mapę Wrocławia obrazującą rozmieszczenie nadajników i informującą o ich zasięgach, żeby państwo ją zobaczyli. Zaznaczone są punkty nadające i punkty pelengacyjne. Widoczne są fotografie urządzeń pelengacyjnych, które po włączeniu nadajnika zaczynały się obracać, szukać. Ponieważ jednak punktów nadających było co najmniej kilka - nadawaliśmy z kilku miejsc - pelengacja była niezwykle trudna.

Mam ze sobą jeszcze mniejsze plansze, ale brakuje tutaj urządzeń, żeby je państwu zaprezentować. Może puszczę w obieg przygotowane przez nas materiały, żeby je państwo obejrzeli. Pelengacja zupełnie „wariowała", kiedy w jednym czasie była emisja z wielu nadajników - punkty przecięcia zupełnie się nie zgadzały. To była nasza siła. A ważność tego radia polegała na tym, że nadawało wielokrotnie. Udokumentowanych audycji było ponad 600. Była to hermetyczna grupa 15-20 ludzi, którzy mieli nadajniki w stałych miejscach. Rozgłośnia Radio „Solidarność Walcząca" była w owym czasie bardzo popularna.

Ta działalność radiowa dotrwała do końca lat 80. Można powiedzieć, że eksportowaliśmy to radio najpierw na Dolny Śląsk, a potem do różnych miast, gdzie istniały oddziały „Solidarności Walczącej" - Szczecina, Poznania, Gdańska, Jastrzębia, Opola, Katowic. Przepraszam, że nie wymieniam wszystkich. Przyjeżdżaliśmy też z tymi audycjami, podobnie robionymi, do Warszawy.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, pomocnym elementem w tym zakresie była sieć nasłuchów, które prowadziliśmy wówczas jako organizacja. Nasłuchami kierował wtedy już dzisiaj nieżyjący Jan Pawłowski - jeden z członków założycieli „Solidarności Walczącej", organizator jakby kontrwywiadu „Solidarności Walczącej".

Nasłuchy prowadzone były systematycznie. Co 2-3 dni sporządzany był na ich podstawie przegląd, który docierał do poszczególnych ogniw naszej organizacji i RKS-u - korzystał z tego Marek Muszyński. Poza tym poszczególne punkty nadające - na przykład ten, widoczny na mapie - miały konwerter, stosunkowo prymitywne urządzenie, które jednak z niedalekiej odległości od niego - kilku kilometrów - mogło odbierać sygnały esbecji. W przypadkach zagrożenia wyłączał nadawanie i sygnalizował, że coś się dzieje. Na to można było reagować.

Ta sieć nasłuchów chroniła nie tylko nasze radio i prasę, ale i nas personalnie. Dzięki temu kilkakrotnie uniknąłem spotkania z podejrzanymi ludźmi. Część nasłuchowa została potem oddzielona, ale wzrastała razem z podziemnym radiem jeszcze za RKS-u, w początkach konspiracji. Dopiero po 1982, już w ramach „Solidarności Walczącej", oddzieliła się od radia i stanowiła odrębny pion bezpieczeństwa tej organizacji.

Może warto powiedzieć, że już w 1987 r. eksportowaliśmy nadajniki do Lwowa. Ponieważ nie jestem pewien losów tych nadajników, dzisiaj nie umiem osądzić, czy to była z tej strony uczciwa propozycja, czy prowokacja KGB. Trudno to ocenić. Niemniej jednak koledzy zawieźli tam nadajnik i podjęta był próba nawiązania łączności z Przemyśla z nadajnikiem z Lwowa. To był 1987 r. Potem te nadajniki i metody nadawania propagowaliśmy szerzej na obszarze Związku Sowieckiego.

Na tym na razie skończę, ponieważ nie chcę zabierać czasu, zebrało się tu bowiem wiele szacownych osób, które też chcą powiedzieć o swoich sprawach. Natomiast jeśli będzie taka potrzeba, ja i moi koledzy będziemy do państwa dyspozycji w dyskusji. Odpowiemy na ewentualne pytania. Dziękuję za uwagę.


Stowarzyszenie Podziemne Radio Solidarność i Wolność Przekazu